Rozważania





  Menu

   Strona główna
   Historia
   Duszpasterze
   Ogłoszenia
   Intencje
   Sakramenty
   Galeria
   Nawiedzenie MB
   Rozważania
   Żywy Różaniec
   Ministranci
   Biblioteka parafialna
   Modlitwa brewiarzowa
   Czytania na każdy dzień
   Parafia MB przy Żłóbku
   Praktycznik
   Cmentarz
  






  
 

5 Ndz Zw(C) 2016

Duchowy autorytet

     Jakiś czas temu wybuchła w mediach jedna z wielu dyskusji dotyczących Kościoła w Polsce. Znana polska aktorka była bardzo oburzona pewną decyzją biskupów i publicznie oświadczyła, że ona z takiego Kościoła się wypisuje. Rzeczą ważną w całej tej historii jest to, że owa pani jest wyznania ewangelickiego, nigdy do Kościoła Rzymskokatolickiego nie należała.
Spotykamy dosyć często, w tv, w radiu czy w gazetach wypowiedzi rozmaitych tzw. „autorytetów”. Ponieważ są znani z jakiejś swojej działalności, pyta się ich o sprawy z różnych dziedzin życia, także o sprawy duchowe, religijne, moralne, dotyczące Kościoła. I taki „autorytet” zachwycony swą własną popularnością, wypowiada się na każdy temat, niezależnie od tego czy naprawdę się na tym zna, czy też nie ma o nim zielonego pojęcia. Ale jeśli jest „autorytetem”, to my, widzowie, słuchacze, czytelnicy przyjmujemy, że się zna. I często bezkrytycznie przejmujemy sposób myślenia jakiejś sławnej osoby, nie wnikając w to, czy ten ktoś naprawdę wie, o czym właściwie mówi.
Z całą pewnością do wypowiadania się w sprawach religijnych, duchowych, moralnych trzeba mieć szczególne kompetencje. I nie wynikają one ze stopnia wykształcenia danej osoby. Przede wszystkim potrzebne jest doświadczenie prawdziwie głębokiej wiary, ufności, a co za tym idzie – pokory wobec Pana Boga.
W dzisiejszych czytaniach spotykamy trzy osoby, które zostały wybrane przez Stwórcę do tego, by innym mówić o Bożych sprawach. A co na to ci ludzie? Prorok Izajasz: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach”. Św. Paweł: „Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem./.../ Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną”. I św. Piotr: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.
Każdy z tych ludzi to ostatecznie prawdziwy autorytet w dziedzinie wiary, religijności, moralności. Ale oni sami byli bardzo dalecy od myśli, że mogą być takim autorytetem. Stali się kimś naprawdę wielkim i znaczącym, bo była w nich ogromna wiara. Ale także poczucie wielkości Boga, a jednocześnie własnej słabości, grzeszności i ułomności.
W sprawach wiary, w sprawach duchowych, w sprawach związanych z moralnością prawdziwym autorytetem będzie tylko taki człowiek, który we własnych oczach będzie pozostawał mały, słaby i grzeszny, ale jednocześnie doświadczający ogromu Bożego miłosierdzia.

Ks. Janusz Giera


3 Ndz WP (A) 2014

Woda Żywa

     Brakuje wody. Mówią, że Wielkopolska stepowieje. Nie od dziś, nie od wczoraj. Powinniśmy prosić o deszcz.
Powinniśmy prosić o wodę.
Bo bez niej – zginiemy.
Wysychają nie tylko nasze pola, łąki, sady i ogrody.
Powoli, systematycznie, prawie niedostrzegalnie, wysycha, stepowieje nasze życie religijne. „Co się takiego stanie, jak raz czy drugi nie zachowam postu w piątek”?
„Jak nie pójdę w niedzielę do kościoła, to przecież od razu dziury w niebie nie będzie”.
„Życie tak pędzi, że nie mam czasu na modlitwę, na nabożeństwo”.
Wysychamy. Stepowiejemy.
A inni, często jeszcze od nas słabsi duchowo, patrzą. I biorą przykład.
I się usprawiedliwiają: „No, jeżeli on, ona może to ja tym bardziej jestem w porządku”.
I pustynnieje do reszty ich życie duchowe.
Bo - brak wody.
Ale – nie dlatego, że jej nie ma.
Jest! Pod dostatkiem. Na wyciągniecie ręki.
Ta woda, to katechizmowa „łaska Boża, która do zbawienia jest koniecznie potrzebna”.
A nam się już nawet nie chce ręki wyciągnąć, nie chce się nam zaczerpnąć tej żywej wody.
Bo coraz bardziej i bardziej wciąga nas bagnisko złudzeń tego świata.
A przecież tak nie musi być. A przecież – jest nadzieja.
Przy studni jest Jezus.
Zaczepia nas, tak jak wtedy, tamtą kobietę z Samarii. Zagaduje nas.
Oferuje – wodę.
Oferuje – siebie.
I możemy przystanąć.
Posłuchać, co mówi.
Zamienić z Nim parę słów.
Możemy się z Nim spotkać.
A spotkawszy, możemy się tym pochwalić przed innymi.
Żeby wiedzieli.
Żeby też przyszli.
Żeby i oni – mogli żyć.
Potrzeba nam wody.

Ks. Janusz Giera


6 Ndz Zw (A) 2014

Medytacja olimpijska

     Justyna Kowalczyk i Kamil Stoch to w naszej ojczyźnie sportowi bohaterowie ostatnich dni. Słyszał o nich chyba każdy. Za to nie wszyscy już potrafią wymienić nazwiska ich trenerów, obecnych i wcześniejszych. A to bardzo ważne osoby. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby mała Justysia czy Kamilek trafili na trenerów mało wymagających. „Pobiegaj sobie, Justynka, na nartach, ale się za bardzo nie męcz”. „Poskacz sobie, Kamilku, jak ci tak zależy, ale nie za daleko, żebyś sobie jakiejś krzywdy nie zrobił”. Z tak traktowanych dzieci na pewno nie wyrośliby mistrzowie olimpijscy. Trener musi stawiać wymagania i egzekwować ich wykonanie. Tylko wtedy jest szansa na rozwój. Wymagania są świadectwem zaangażowania i troski, pokazują, że trenerowi zależy na zawodniku i jego rozwoju.
    Jezus stawia swoim uczniom bardzo wysokie wymagania. Wysoko podnosi poprzeczkę. Mówi, że nie wystarczy tylko „po wierzchu” wypełniać Boże przykazania, ale trzeba także mieć do nich przekonanie. Trzeba ich przestrzegać już na etapie myśli, planów, nawet marzeń.
     Jezus stawiał wysokie wymagania swym uczniom dwa tysiące lat temu i nam dzisiaj, poprzez Ewangelię i nauczanie Kościoła.
    Wracając do przykładu mistrzów, jest oczywiste, że najbardziej nawet zaangażowany i wymagający trener nic nie zrobi, jeżeli zawodnik nie będzie chciał go słuchać. Tu trzeba współpracy i zrozumienia. Bez tego nie będzie sukcesu.
    W życiu duchowym jest tak samo. Prawdziwy rozwój wiary, rzeczywistego życia w przyjaźni z Jezusem, jest możliwy tylko wtedy, gdy będziemy chętni i otwarci na współpracę z Bogiem. A to oznacza, że nie jeden raz trzeba będzie zacisnąć zęby, podjąć trudną, bolesną decyzję, zrezygnować z wymyślonych przez siebie planów. Bo Boża nauka jest inna, bo Chrystusowe wymagania, podawane przez Kościół, pokazują nam inną wizję, niż ta nasza, do której już może zdążyliśmy się przywiązać, ale która się okazuje błędna, szkodliwa, prowadząca na manowce.
     Chrystus stawia nam wymagania, bo nas kocha. Diabłu zależy tylko na sobie, więc nam schlebia i mówi: „Rób co chcesz, rób tak, jak Tobie jest najwygodniej”.
    Bóg stworzył nas wolnymi. Tak bardzo szanuje naszą wolność, że dozwala nawet na to, byśmy się do Niego, Jedynej, prawdziwej Miłości, odwracali plecami. Możemy tak zrobić. Ale trzeba też liczyć się ze skutkami.
     Justyna i Kamil ciężko pracowali, byli otwarci na wymagania stawiane im przez trenerów. I mogą się cieszyć owocami podejmowanych przez lata, niejednokrotnie trudnych decyzji. Można z Bogiem współpracować. I można się do Niego odwrócić placami, mówiąc: „To ja wiem lepiej”. I co wtedy? Wtedy człowiek także zbiera owoce swoich decyzji. Mówi o tym wyraźnie i dobitnie dzisiejsze pierwsze czytanie: „Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania/…/(Bóg) położył przed tobą ogień i wodę (czyli śmierć i życie), co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi śmierć i życie, co ci się podoba, to będzie ci dane.”
     Sami sobie wybieramy naszą przyszłość. Więcej trzeba powiedzieć – sami sobie wybieramy, jaka będzie nasza wieczność.

Ks. Janusz Giera


31 NdzZw Rok Wiary 10 (2013)

Wierzę w życie wieczne

     Kończy się powoli Rok Wiary i kończą się, z konieczności, dość skrótowe rozważania dotyczące Wyznania Wiary. Na ten listopadowy czas przypadło nam wezwanie: „Wierzę w życie wieczne".
    KKK mówi: „Życie wieczne zaczyna się w momencie chrztu. Trwa dalej poprzez śmierć i nie ma końca”.
    Kiedy dobiegnie kresu nasza droga przez doczesność, staniemy do sądu szczegółowego. Będzie to spotkanie z całą prawdą o nas samych. Tu już nic się nie da ukryć czy zmienić. W świetle Bożej miłości widoczny będzie każdy nasz duchowy brak, skaza czy zaniedbanie. Po sądzie szczegółowym czeka nas niebo, czyściec lub piekło.
    „Niebo to patrzenie na miłość bez końca. Nic już nas nie oddziela od Boga, który kocha naszą duszę i całe życie nas szukał”.
    Większość z nas będzie zapewne musiała przejść przez stan czyśćca. Pod Bożym spojrzeniem odczujemy dotkliwy żal z powodu naszej bylejakości i ból spowodowany świadomością zlekceważonego i niewykorzystanego w życiu doczesnym dobra. W stanie czyśćca nikt już sobie nie może pomóc, ale może oczekiwać modlitewnej pomocy od nas. W ogniu Bożego Miłosierdzia wypalą się wszelkie naleciałości doczesne i dusza oczyszczona będzie mogła w pełni cieszyć się radością nieba.
    Piekło, to stan wieczystego oddzielenia od Boga i Jego miłości, spowodowany nie wyrokiem Bożym, ale świadomą, dobrowolną ludzką decyzją. Zawsze mamy wybór: z Bogiem albo bez Niego. Sąd Ostateczny to moment kończący istnienie świata, który znamy; to ostateczne zamknięcie dziejów. Po powtórnym przyjściu Chrystusa będzie: „nowe niebo i nowa ziemia”. Nie będzie już zła, cierpienia i zagrożenia śmiercią.

Ks. Janusz Giera


22 NdzZw Rok Wiary 9 (2013)

Wierzę w ciała zmartwychwstanie

     Jednym z najbardziej zadziwiających paradoksów religijności katolików jest to, że spośród wszystkich uważających się za wierzących, prawie połowa nie wierzy w zmartwychwstanie ciała!
     W Liście do Koryntian św. Paweł pisał: „Jeśli Chrystus jest naszą nadzieją tylko w ziemskim życiu, to jesteśmy bardziej pożałowania godni, niż wszyscy ludzie. Chrystus jednak zmartwychwstał, i to jako pierwszy”. Po to właśnie Syn Boży przyszedł na świat: żeby przywrócić nam utracony dar – życie na zawsze.
    KKK uczy, że: „Chrystus, który powstał z martwych, żyje na wieki i pozwala nam uczestniczyć w tym wiecznym życiu”.
    Bóg stworzył nas do życia, a nie ku śmierci. Zostaliśmy stworzeni jako istoty duchowe i cielesne jednocześnie. Katechizm mówi, że: „Bóg zbawia nie tylko ludzkiego ducha, ale całego człowieka, z ciałem i duszą”.
    Zostaliśmy stworzeni do życia. Czyli do nieśmiertelności. Niestety, jednym z tragicznych skutków grzechu pierworodnego jest nasza cielesna śmiertelność. Ciało po śmierci ulega rozkładowi, podczas gdy „dusza idzie do Boga i oczekuje na ponowne zjednoczenie ze swoim wskrzeszonym ciałem w dniu ostatecznym”.
Sposób zmartwychwstania naszego ciała jest tajemnicą. Biorąc jednak za wzór samego Pana Jezusa możemy powiedzieć, że po powstaniu z martwych, będziemy mieć to samo ciało, co przed śmiercią, ale już nie takie samo.
    Św. Paweł mówi, że „Sieje się mało wartościowe, a powstaje chwalebne”. I jeszcze raz KKK. Jak Chrystus pomaga nam przy umieraniu, kiedy Mu ufamy? „Wychodzi nam naprzeciw i prowadzi ku życiu wiecznemu. Nie śmierć mnie zabiera, lecz Bóg, napisała św. Teresa z Lisieux”.

Ks. Janusz Giera


18 NdzZw Rok Wiary 8 (2013)

Wierzę w grzechów odpuszczenie

     Co jest najbardziej niebezpieczną chorobą duchową, która może nas dotknąć? Chyba jedno: brak poczucia grzechu. Nie lubimy słuchać i myśleć o tym, co się grzechem nazywa. Świat wokół nas usilnie próbuje wymazać to słowo i jego prawdziwe znaczenie ze swojej i naszej świadomości. I trzeba przyznać, że z wcale niezłym skutkiem. Tymczasem poczucie grzechu jest trochę podobne do materialnego bólu. Nie lubimy, jak nas coś boli. To oczywiste. Ale bez bólu nie wiedzielibyśmy o tym, że coś nam dolega, że grozi nam jakieś niebezpieczeństwo. Grzech jest chorobą duszy. Często śmiertelną. Poczucie grzechu to duchowy ból, który sygnalizuje, że potrzebujemy lekarstwa. A jedynym skutecznym lekarstwem na grzech jest Boże miłosierdzie. I wiara w odpuszczenie grzechów.
    KKK uczy nas, że „Jezus nie tylko sam odpuszczał grzechy, ale także wydał zlecenie Kościołowi i udzielił mu władzy, aby uwalniał ludzi z ich grzechów”. Stąd też przez posługę kapłana w konfesjonale człowiek uzyskuje Boże przebaczenie, a jego wina zostaje wymazana. Jednak kapłan nie czyni tego własną mocą. Może uczynić to tylko dlatego, że Jezus pozawala mu uczestniczyć w swojej władzy odpuszczania grzechów.
    Dalej KKK mówi nam, że: „Zasadniczo odpuszczenie grzechów dokonuje się w sakramencie chrztu św. Po nim w celu uzyskania odpuszczenia grzechów ciężkich konieczny jest sakrament pokuty i pojednania (spowiedź św.). W przypadków grzechów lekkich zaleca się spowiedź. Również czytanie Pisma Świętego, modlitwa, post, jałmużna i inne dobre uczynki mają moc oczyszczania”.

Ks. Janusz Giera


14 NdzZw Rok Wiary 7 (2013)

Świętych obcowanie

     W wyznaniu wiary pojawia się tajemnicze stwierdzenie: „Wierzę w świętych obcowanie”. Co ono znaczy? KKK mówi: „Do wspólnoty świętych należą wszyscy ludzie, którzy swoją nadzieję pokładają w Chrystusie i przez chrzest należą do Niego, bez względu na to, czy już umarli, czy jeszcze żyją”.
    Kościół jest o wiele większą wspólnotą niż to widać „gołym okiem”. Należą do Niego zarówno obecnie żyjący w doczesności, jak i ci, którzy już odeszli z tego świata i przebywają w czyśćcu, lub są już w pełnej jedności z Bogiem w wieczności. Dzięki tej wspólnocie, sięgającej ponad czas, poza śmierć, możemy się wzajemnie wspomagać naszą modlitwą. Ci, którzy są w czyśćcu, nie mogą już nic zdziałać dla siebie, ale mogą się modlić za nas, a i my możemy wspomagać ich naszą modlitwą. Cieszący się pełnią szczęścia w niebie wspierają natomiast nas wszystkich. Najlepszym tego przykładem jest Matka Boża i Jej nieustanna opieka nad nami.
     Modlitwa i ofiara przeżywane z Panem Jezusem służą całej społeczności Kościoła, zarówno tego wędrującego jeszcze przez doczesność jak i tego oczekującego na pełnię szczęścia w czyśćcu. Ale, niestety, każdy grzech, który popełniamy szkodzi nie tylko nam samym, szkodzi także całej wspólnocie.
     „Świętych obcowanie” to powszechne braterstwo, które niesie ze sobą ogromne możliwości duchowe, a którego wielkość i wagę zobaczymy w całej pełni dopiero po tamtej stronie życia.

Ks. Janusz Giera


6 NdzW Rok Wiary 6 (2013)

Kościół jeden, święty, powszechny i apostolski

     Dwa miesiące temu mówiliśmy o Kościele danym nam przez naszego Zbawiciela. W Wyznaniu Wiary mówimy o Kościele jednym, świętym, powszechnym i apostolskim. Dziś kilka słów właśnie o tych czterech przymiotach Kościoła.
    Kościół jeden. KKK mówi, że „podobnie, jak istnieje tylko jeden Chrystus, tak samo może istnieć tylko jedno Ciało Chrystusa, czyli musi istnieć tylko jeden jedyny Kościół Jezusa Chrystusa”. Niestety przez wieki nastąpiło wiele podziałów w Kościele. Główne odłamy chrześcijaństwa to obok Kościoła katolickiego, Kościół prawosławny i protestancki. Pomimo tych podziałów, wszyscy ochrzczeni w imię Trójcy Świętej, nawet jeśli nie są w pełnej jedności z Kościołem katolickim, to jednak są chrześcijanami i naszymi braćmi i siostrami.
    Dalej KKK stwierdza, że „Kościół jest święty nie dlatego, że wszyscy jego członkowie są święci, ale dlatego, że święty jest Bóg, który w nim działa”. Wszyscy mamy szansę być „świętymi” (inaczej mówiąc: „zbawionymi”, „żyjącymi w niebie”), ponieważ zadatek tego otrzymaliśmy podczas chrztu św. Są także tacy, których już nazywamy „świętymi”; potrafią oni, na swój własny sposób, przekazać innym tę miłość, której sami od Boga doświadczyli.
    Kościół jest powszechny. I znowu KKK uczy nas, że jest tak dlatego, ponieważ „Chrystus go powołał, dał mu pełne i poprawne wyznanie wiary, udzielił pełni środków zbawienia (czyli dał sakramenty) które nakazał mu sprawować i głosić wszystkim Dobrą Nowinę. Chrystus posłał go do wszystkich ludów”. Oznacza to, że do wspólnoty Kościoła może należeć każda osoba, która, w łączności z papieżem, wierzy w Boga, kieruje się w życiu zasadami, zawartymi w nauce Kościoła, a pochodzącymi z Objawienia i ma żywe pragnienie korzystania z sakramentów, jako pomocy duchowej na drogach doczesnego życia, a przez to wszystko wiąże się z Jezusem Chrystusem.
    Kościół jest apostolski. KKK mówi, że „Kościół nazywa się apostolski, ponieważ został założony przez apostołów, ich Tradycji się trzyma i przez ich następców (biskupów) jest kierowany”. Apostołowie Jezusa Chrystusa byli Jego naocznymi świadkami. To im, po zmartwychwstaniu Jezus się ukazywał. Zesłał na nich Ducha Świętego i wysłał, żeby całemu światu głosili Ewangelię. Każdy biskup jest następcą apostołów poprzez tzw. Sukcesję Apostolską.

Ks. Janusz Giera


3 NWP Rok Wiary 5 (2013)

Wierzę w Kościół

     „W Boga wierzę, w Kościół – nie”. Tego typu zdanie można często usłyszeć wypowiadane wprost, lub pośrednio, poprzez styl życia. W przypadku katolika taki sposób myślenia jest jawnym wyparciem się wiary w Chrystusa. Spróbujemy zatem w tę kolejną pierwszą niedzielę miesiąca, w Roku Wiary, przybliżyć sobie katolickie rozumienie Kościoła.
    Najpierw słowa. Słowo „kościół” pisane z małej litery oznacza budynek służący do kultu religijnego. Kiedy mówimy o Kościele w znaczeniu duchowej wspólnoty ludzi wierzących, piszemy to słowo z dużej litery.
    Słowo „Kościół” pochodzi od greckiego słowa „ekklesia”, które oznacza wspólnotę zwołanych. KKK uczy nas, że: „My wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni i wierzymy w Boga, zostaliśmy zwołani przez Pana. Razem jesteśmy Kościołem. Chrystus, jak mówi św. Paweł, jest Głową Kościoła. My jesteśmy Jego ciałem”. Z tych słów wynika, że nie ma Kościoła bez Chrystusa. To On utworzył Kościół z grona swych apostołów i pierwszych uczniów. Dał temu pierwszemu Kościołowi misję do spełnienia: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wysokie narody”. Zadaniem Kościoła od początku było głoszenie Bożego Słowa i udzielanie świętych sakramentów.
    Dalej, Jezus Chrystus obiecał, że będzie z Kościołem i w Kościele na zawsze, aż do skończenia świata. Świętemu Piotrowi i jego następcom dał władzę zarządzania swym Kościołem. Dał też wszystkim apostołom, a poprzez nich ich następcom, biskupom i kapłanom, władzę i moc sprawowania sakramentów, w tym sakramentu pokuty. „Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone. Którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
    Kościół jest tajemnicą, w której kryją się dwie rzeczywistości: Boska i ludzka. Dlatego jest on wspólnotą ludzi grzesznych, a jednocześnie jest zawsze święty, bo jest z nim nierozerwalnie złączony więzami miłości Syn Boży.
    Kościół jest „ludem Bożym”. Mówi nam KKK: „ Założycielem tego ludu jest Bóg Ojciec. Jego przewodnikiem jest Jezus Chrystus. Źródłem jego mocy jest Duch Święty. Wejściem do ludu Bożego jest chrzest. Jego godność to wolność dzieci Bożych. Jego prawem jest miłość. Kiedy ten lud pozostaje wierny Bogu, i szuka wpierw Królestwa Bożego, przemienia świat”.
    Bez Chrystusa nie ma Kościoła. Dlatego chrześcijaninem można być tylko w Kościele, tworząc wraz z innymi ludźmi i z samym Chrystusem święty lud Boży.

Ks. Janusz Giera


4 NdzZw (C) Rok Wiary 4 (2013)

Jezus – Boża Tajemnica

    W Wyznaniu Wiary, które składamy podczas każdej niedzielnej Mszy św. stosunkowo najwięcej miejsca jest poświęcone Jezusowi, Synowi Bożemu. To jedne z największych tajemnic Boga – Jego jedność w Trzech Osobach i Bóg prawdziwy, który stała się człowiekiem. Wyznanie wiary mówi o Jezusie, że jest „Bogiem z Boga, Światłością ze Światłości”, że nie jest tak jak my, stworzony, ale współistotny Ojcu. Przez Niego wszystko się stało. Zstąpił z nieba i dla nas stał się prawdziwym człowiekiem, nie przestając być Bogiem. Ciało przyjął z Dziewicy Maryi. Został ukrzyżowany, pogrzebany, zmartwychwstał, wstąpił do nieba. Przyjdzie na ziemię jeszcze raz, na końcu czasów, aby dokonać ostatecznego osądu całej ludzkości. Jego królestwo nie ma końca.
    To jest streszczenie najważniejszych prawd dotyczących osoby Jezusa. Chrystusa. Nie są to prawdy proste, łatwe do zrozumienia i przyjęcia. Ale stoją one u podstaw naszej wiary. Bez nich nie ma chrześcijaństwa.
     Wielu spośród ludzi dziś uważających się za wierzących, ma ten sam problem, co mieszkańcy Nazaretu przed dwoma tysiącami lat. Wybierają sobie z osoby Jezusa Chrystusa, z Jego życia i działalności to, co im się podoba, co im odpowiada, co jest im w danym momencie wygodne. Wtedy są „za” Jezusem i nawet „za” założonym przez Niego Kościołem. Ale często nie potrafią przyjąć tego, co im nie odpowiada, co jest im niewygodne. Nie potrafią, nie chcą całej przyjąć prawdy o Jezusie i całej treści Jego nauk, przekazywanych przez Kościół. Wtedy są „przeciw”, czują się pokrzywdzeni, odsunięci, niezrozumiani.
    Jezusa Chrystusa, Syna Bożego przyjmuje się w pełni, ze wszystkim co głosił, czego nauczał, co pokazywał swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem. Lub nie przyjmuje się Go wcale. Połowicznie się nie da.
Nie zrozumieli tego mieszkańcy Nazaretu i wiele stracili.
Nie powtarzajmy ich błędów.

Ks. Janusz Giera


Ofiarowanie Pańskie
2.02.2013 r.

Jak chce Bóg

    Od wczesnych lat życia mówimy: „Ja chcę”! To dwa bardzo ważne słowa. Ale również bardzo niebezpieczne. Ważne, bo bez naszej woli, bez naszej zgody nic co dobre i ważne się nie zdarzy. Nie można nikogo zmusić do wiary, miłości, nadziei. To człowiek musi sam powiedzieć: „Ja chcę”.
    Ale są to też słowa bardzo niebezpieczne, ponieważ używamy ich często z dziecinnym uporem: „Bo ja tak chcę i już”. A przecież w prawdziwym, dorosłym życiu nie zawsze dostajemy to, co w danym momencie chcemy. W życiu trzeba umieć podejmować właściwe decyzje, liczyć się z ich skutkami, umieć rezygnować. Matka nie powie „ja chcę spać, dajcie mi spokój”, gdy budzi ją w środku nocy płacz głodnego lub chorego dziecka.
„Ja chcę”.
    Słyszeliśmy dzisiaj opowieść o małżeństwie, które przyniosło do świątyni swego Syna. Byli zwyczajnymi ludźmi. Chcieli mieć proste, wymarzone przez siebie życie. Ale w ich życie wszedł Bóg ze swoimi planami. Nie tupali nogami, nie krzyczeli: „Ja chcę inaczej”. Przyjęli to, co niepojęte i tajemnicze; ich rodzina stała się rodziną Syna Bożego. A później oddali ten Dar w świątyni, bo tak nakazywał święty przepis prawa. I wreszcie Matka przyjęła też słowa Symeona o „mieczu boleści, który przeniknie jej serce”. Maryja i Józef powiedzieli Panu Bogu: „Chcemy tego, czego TY, Boże chcesz”. To jest nauka dzisiejszego święta. Dopiero wtedy, gdy będziemy potrafili powiedzieć Panu Bogu: „Ja chcę, tego, czego TY dla mnie chcesz”, będziemy ludźmi prawdziwie wierzącymi.
    W tych dwóch krótkich słowach: „Ja chcę” kryje się nasza wielkość. Ale, gdy zabraknie nam dojrzałości, mogą one stać się także dla nas wielkim zagrożeniem.

Ks. Janusz Giera


Objawienie Pańskie (C) Rok Wiary 3
06.01.2013 r.

Bóg Wszechmogący, Stwórca

    „Człowiek myślący nie może wierzyć w Boga. Nauka wszystko wyjaśnia i tłumaczy. Trzeba się kierować rozumem, a nie wierzeniami”. Tak z grubsza można streścić sposób myślenia wielu ludzi, zafascynowanych rozumem i nauką.
    Jak to jest naprawdę? Czy człowiek wierzący nie może używać rozumu, zajmować się nauką, kierować się logicznym myśleniem? Mówimy w wyznaniu wiary: „Wierzę w Boga Wszechmogącego, Który Stworzył niebo i ziemię”. Te słowa bez obawy może wypowiadać każdy człowiek, bez wyjątku, największy z uczonych i człowiek prosty, bez wykształcenia. Nasza wiara nie sprzeciwia wiedzy i nauce. Kiedy mówimy o Bogu Wszechmogącym, to znaczy, że wierzymy w to, że stworzył On świat z niczego, że jest Panem historii, że może dowolnie posługiwać się swoją wszechmocą, ale jak to robi, pozostaje Jego tajemnicą. Nasza wiara natomiast nie zajmuje się szukaniem odpowiedzi na pytanie „jak świat się tworzył do takiej postaci, którą teraz znamy, jak się zmieniał i rozwijał”. Na tego typu pytania starają się znaleźć odpowiedź nauki przyrodnicze.
    Wiara i nauki przyrodnicze nie wykluczają się wzajemnie, ale się uzupełniają. Tam, gdzie już nie jest w stanie sięgnąć ludzki rozum, tam prowadzi nas wiara. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że obowiązkiem człowieka, obdarzonego przez Boga zdolnością myślenia, jest szukanie w rozmaitych dziedzinach wiedzy odpowiedzi na dręczące go pytania. Nie można każdej trudnej dziś do wyjaśnienia sprawy tłumaczyć tajemnicami wiary. Ale, z drugiej strony, nie można się upierać, że rozum ludzki jest w stanie wszystko poznać, przeniknąć i zrozumieć, by jest to po prostu niemożliwe. Człowiekowi potrzebna jest i wiedza, i wiara.
    Przykładem takiej postawy są patroni dzisiejszego święta, Mędrcy ze Wschodu, którzy przyszli oddać pokłon Synowi Bożemu. Byli niewątpliwie, jak na tamte czasy, ludźmi mądrymi i wykształconymi. A jednocześnie mieli w sobie odważną wiarę. To ona pozwoliła im w zwyczajnie wyglądającym Dziecku ubogiej rodziny Józefa i Maryi dostrzec Kogoś Niezwykłego. Bóg, Wszechmogący Stwórca, chce, żebyśmy byli mądrymi, myślącymi, odważnymi ludźmi. Po to przecież dał nam rozum. Wykorzystujmy Boży dar wiary i rozumu jak najlepiej, dla dobra własnego i naszych bliźnich.

Ks. Janusz Giera


1 NdzA (C) Rok Wiary 2
02.12.2012 r.

W Trójcy Św. Jedyny

    „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. To nasz znak rozpoznawczy. Chrześcijanin, to ktoś, kto przyjmuje chrzest w Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego. To jedna z najtrudniejszych ale i najpiękniejszych prawd naszej wiary. Ojciec Święty Benedykt XVI mówi: „Bóg nie jest samotnością, lecz doskonałą wspólnotą”.
    My chrześcijanie nie modlimy się do trzech różnych bogów, lecz do jednej, jedynej istoty, która przejawia się w trzech sposobach istnienia, ale pozostaje jednością.
    Nie możemy poznać Trójcy Świętej wyłącznie naszym rozumem. Prawdę o niej objawił nam Jezus Chrystus. Mówi, że Bóg jest miłością. Gdyby Bóg był samotny, nigdy nie mógłby kochać.
     Co możemy, na podstawie Objawienia, powiedzieć o Osobach Trójcy Świętej? KKK uczy nas, że „Boga czcimy jako Ojca już z tego powodu, że jest Stwórcą i przyjmuje swoje stworzenia z wielką miłością. Jezus, Syn Boży, pouczył nas ponadto, że mamy Jego Ojca uważać za naszego Ojca i zwracać się do Niego Ojcze nasz”. Prawdę wiary o Bogu Ojcu można bardzo wyraźnie odczytać w Ewangeliach, zwłaszcza w przypowieści o marnotrawnym synu i miłosiernym ojcu.
    Jezus Chrystus to druga Osoba Trójcy Świętej. Sam ukazywała ludziom tę prawdę nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w czynach. Kiedy odpuszczał grzechy, wywoływało to oburzenie. Bo przecież tylko sam Bóg ma władzę przebaczania. Ale Jezus, uzdrawiając sparaliżowanego człowieka, pokazał, że ma moc uzdrawiania i ciała i duszy. Przez znaki i cuda, szczególnie przez zmartwychwstanie uczniowie Jezusa rozpoznali w Nim prawdziwego Boga i za tę prawdę byli gotowi umierać.
     Trzecią Osobą Trójcy Jest Duch Święty. Ma On taką samą naturę jak Ojciec i Syn. To Duch Święty dał apostołom w wieczerniku moc, odwagę i mądrość do głoszenia Ewangelii. Przychodzi do nas w sakramentach św., zwłaszcza w chrzcie i bierzmowaniu, by nam pomagać w życiu wiarą.
     Znak krzyża, który często wykonujemy, jest najkrótszym wyznaniem wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy ten znak wykonywali świadomie, czytelnie i z szacunkiem.

Ks. Janusz Giera


31 NdzZw (B) Rok Wiary 1
04.11.2012 r.

Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela

     Trwa Rok Wiary. Zachęceni tym, będziemy się starali na różne sposoby przypominać sobie i pogłębiać znaczenie treści, które znamy od dziecka, ale często powierzchownie i pobieżnie.
Dzisiejsza liturgia Słowa podpowiada nam, gdzie kryją się odpowiedzi na najważniejsze pytania. „Będziesz miłowała Pana, Boga swego i bliźniego swego”.
    W miłości Boga i bliźniego kryją się najważniejsze tajemnice naszej wiary. Wyznanie wiary rozpoczyna się od słowa „wierzę”. Co ono oznacza? Bez umiejętności wierzenia, zaufania, życie nie byłoby możliwe. Nie mamy ani czasu, ani możliwości, by wszystko i wszystkich nieustannie sprawdzać. Potrzebna jest wiara, zaufanie, by móc normalnie funkcjonować.
    Wiara w Boga, zaufanie względem Niego, jest najprostszą odpowiedzią na dary, które od Boga otrzymujemy. Sam talent wiary jest jednym z najważniejszych i najbardziej podstawowych darów danych nam przez Stwórcę. Katechizm Kościoła Katolickiego tłumaczy, że „wiara to wiedza i zaufanie”. Jest ona czystym darem Boga, jest ponadnaturalną siłą, która jest nam niezbędna, by osiągnąć zbawienie, wymaga od człowieka wolnej woli i jasnego rozumu, gdy odpowiada na Boże zaproszenie. Dalej: Wiara jest absolutnie pewna, gdyż gwarantuje to Jezus; jest niedoskonała tak długo, jak długo nie dokonuje się w miłości; wzrasta, gdy coraz lepiej wsłuchujemy się w Słowo Boże i poprzez modlitwę pozostajemy z Nim w ścisłym kontakcie. I wreszcie – wiara już teraz daje nam przedsmak nieba.
    Nie jest obojętne w co lub w kogo wierzymy. Ważne jest komu wierzymy, do kogo mamy zaufanie. Wiara źle umiejscowiona może doprowadzić człowieka do zguby wiecznej. Wiara dobrze ulokowana jest zadatkiem wiecznego szczęścia. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy starali się coraz lepiej rozumieć słowa, które przecież często wypowiadamy: „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela”.

Ks. Janusz Giera


29 NdzZw (B)
21.10.2012 r.

Wiara jest światłem

    W kilku miastach naszego kraju pojawiły się bilbordy z hasłem: „Nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę”. Ich twórcy chcieli w ten sposób zamanifestować swój ateizm.
    Kilka dni temu Ojciec Święty Benedykt XVI otworzył „Rok Wiary”, a my weszliśmy w ten rok symbolicznie w ubiegłą niedzielę. Dzisiaj natomiast słyszymy słowa autora listu do Hebrajczyków: „Mając arcykapłana wielkiego… trwajmy mocno w wyznawaniu wiary”. A Pan Jezus uświadamia swoim apostołom i nam wszystkim, że wiara jest trudem, który dużo kosztuje, jednak owoce tego trudu są tak wielkie, że nie da się ich ogarnąć ludzką wyobraźnią. Wiara. Tyle o tej rzeczywistości mówimy, ale czy zastanawiamy się, czym ona jest? Wiedza i wiara to dwa sposoby poznawania tego wszystkiego, co jest wokół nas i w naszym wnętrzu. Wiedza mówi nam o prawach natury, o prawach fizyki, matematyki, o biologii czy geografii. Wiara daje człowiekowi wgląd w takie przestrzenie, do których rozum i doświadczenie człowieka nawet nie potrafią się zbliżyć. Inaczej mówiąc, wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się nasza wiedza.
    Bez wiary, która jest zaufaniem do Boga i do człowieka, nie sposób normalnie żyć. Bo tam, gdzie brak wiary, tam też nie ma nadziei, a miłość staje się swoją własną karykaturą, przeistacza się w egoizm i szukanie wyłącznie fizycznego zadowolenia.
    Wiara jest łaską, darem darmo danym nam od Boga. Człowiek, który ten dar przyjmuje i stara się go pielęgnować, to człowiek bogaty, o szerokich horyzontach, pełen światła, żyjący nadzieją, mający poczucie sensu życia. Przed człowiekiem wiary jest wieczność, choć zacieniona dramatem śmierci, ale przecież pewna.
    „Nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę” – to dramatyczny krzyk człowieka omotanego kłamstwem złego ducha, biednego, przestraszonego, żyjącego złudzeniami, w ciemności, niepewności i braku poczucia sensu. Ale i za takich ludzi umarł Chrystus. Bo jest On tym, który zasiada na tronie łaski a nie potępienia. Współczuje wszystkim naszym słabościom i nigdy nie zostawi nas samymi.
    Dziękując Bogu za dar wiary, starajmy się oto, by go chronić i pielęgnować. Pamiętajmy też w modlitwie o tych, którzy jeszcze tego daru nie przyjęli.
Jeszcze jest czas.
A Boża miłość zrobi resztę.

Ks. Janusz Giera


Wigilia Paschalna 2012

Światło, które pokonuje ciemność


Wielki Piątek 2012

Znak cierpienia – znak miłości Boga i ludzi   


Wielki Czwartek 2012

Słuchać, by się uczyć, karmić się, by służyć   



Wielki Post 2012

Radość w środku Wielkiego Postu   

Treści, które są zawarte w dzisiejszym fragmencie Ewangelii i płynąca z nich otucha mogą przyprawić o zawrót głowy. W środku Wielkiego Postu otrzymujemy tyle dobrych wieści, tyle optymizmu i nadziei!

Czytaj więcej...   


Gorliwość o „dom Ojca”   

Trzecia niedziela Wielkiego Postu prowadzi nas do Jerozolimy, a ściślej mówiąc – do jerozolimskiej świątyni. Pan Jezus idzie tam, aby postąpić zgodnie z prawem izraelskim, ale zapewne także, aby zadośćuczynić potrzebie serca. Chrystus idzie do świątyni aby świętować. Tymczasem spotyka przed wejściem do niej i na jej terenie ogromne, gwarne targowisko. Jak słyszeliśmy, ten widok wzburzył Jezusa do tego stopnia, że zachował się tak, jak nigdy więcej i nigdzie więcej się nie zachowywał. Rozpędził kupczących ze słowami: „Nie róbcie z domu mego Ojca targowiska”.
Czytaj więcej...   


Jego słuchajcie   

Kiedy przed spowiedzią św. robimy rachunek sumienia, to chyba stosunkowo najmniej problemów mamy z drugim przykazaniem Bożym. Przyzwyczailiśmy się odbierać treść tego przykazania: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno” w sposób jednoznaczny i dosyć wąsko pojmowany. Np. – czy wymawiałem imiona Boże, imiona świętych bez potrzeby? Czy nie kpiłem, nie żartowałem sobie w sposób drwiący z tego co święte? Oczywiście, to są ważne i potrzebne pytania, ponieważ wiemy, że i pod tym względem nie zawsze dzieje się dobrze. Ale drugie przykazanie dekalogu każe nam zejść głębiej.
Czytaj więcej...   


„Nawracajcie się” do tego, który jest prawdziwym Bogiem   

Dzieci przed pierwsza komunią „zaliczają” pięknie wszystkie zdane im przez panią katechetkę zadania. A w trzeciej klasie spora część z nich już nic z tego nie pamięta. Młodzież przed bierzmowaniem z trudem potrafi wymienić przykazania Boże lub główne prawdy wiary. A co z dorosłymi? Najstarsze pokolenia znają jeszcze na pamięć i mały katechizm i wiele pieśni kościelnych. Ale w średnim pokoleniu i młodszym jest już z tym bardzo różnie.
Czytaj więcej...
  



Wielki Post 2010
Sakramenty święte przekaźnikiem Bożej Łaski

Sakrament to widzialny znak niewidzialnej łaski
   Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg jest nieograniczonym źródłem duchowej energii; porównajmy Go do potężnej elektrowni. My jesteśmy odbiorcami tej energii; żarówkami. Po to, by energia mogła popłynąć z elektrowni do żarówki, potrzebny jest przewód, kabel po którym popłynie prąd. W znaczeniu duchowym tym kablem jest sakrament.

Czytaj więcej...
  
Chrzest - źródło i fundament
   Bóg stworzył człowieka, aby podzielić się darem największym - życiem. Kto raz zaistniał, będzie już zawsze. Niestety, na skutek grzechu pierworodnego w ludzkie życie wplątała się śmierć. Bóg znalazł jednak sposób na to, by nas ze śmierci wyzwolić. Tym sposobem była Ofiara Syna Bożego.

Czytaj więcej...
  
Bierzmowanie - aby nie zabrakło sił
   Wydarzenia, które miały miejsce w pięćdziesiątym dniu po Zmartwychwstaniu Jezusa to początek publicznej działalności Kościoła. Wtedy, jeszcze do niedawna przerażeni i sparaliżowani strachem Apostołowie, wyszli z Wieczernika, by publicznie mówić światu o Zbawicielu. Tym co ich tak nagle odmieniło, było Zesłanie Ducha Świętego. Pierwsze bierzmowanie.

Czytaj więcej...
  
Eucharystia - znak obecności
   Kolejnym znakiem Bożej Miłości, nad którym chcemy się pochylić jest Eucharystia - obecność Boga z nami. W dzień Wniebowstąpienia Pan Jezus, żegnając się ze swymi uczniami, obiecał, że będzie z nimi, z nami wszystkim aż do skończenia świata. Spełnieniem tej obietnicy jest właśnie Eucharystia.

Czytaj więcej...
  
Pokuta - widzialny znak Bożego Miłosierdzia
   Po chrzcie św. człowiek jest święty, bez grzechu. Niestety, zranienie wywołane grzechem pierworodnym sprawia, że pozostaje w nas skłonność do nieposłuszeństwa Panu Bogu czyli do grzechu. Popełniane przez nas grzechy sprawiają, że znowu oddalamy się od Bożej Miłości. Także z tym dramatem Pan Bóg nie pozostawił nas samych.

Czytaj więcej...
  
Wsparcie na trudny czas - Sakrament Namaszczenia Chorych
   Mówi się jeszcze często o nim - "ostatnie namaszczenie". Ta nazwa niepokoi i wprowadza w błąd. Sakrament namaszczenia chorych to ostatni w kolejności z sakramentów, które przyjmujemy w naszym życiu. Co nie znaczy, że trzeba odkładać go na ostatnie chwile. Wręcz przeciwnie.

Czytaj więcej...
  
Sakrament służby - Kapłaństwo
   Poprzez przykład sakramentu kapłaństwa widać chyba najbardziej wyraźnie, jak bardzo potrzebne są nam sakramentu w ogóle. Bez niewidzialnej łaski Bożej żaden człowiek, sam z siebie, choćby najbardziej zdolny i mądry, nie może ważnie i owocnie wypełniać kapłańskich obowiązków ani korzystać z kapłańskich praw.

Czytaj więcej...
  
Sakrament małżeństwa - znak jedności
   Ostatnim sakramentem, przy którym chcemy się zatrzymać, jest małżeństwo. To sakrament, w porównaniu z innymi, nietypowy. Innych bowiem udziela zwykle kapłan; tylko chrztu, w wyjątkowych wypadkach, może udzielić osoba nie mająca święceń. A sakramentu małżeństwa kapłan udzielić nie może. Udzielają go sobie nawzajem narzeczeni, wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej. Już sam ten fakt stawia sakrament małżeństwa na wyjątkowej pozycji.

Czytaj więcej...